Marsylia = fin.

Marsylia – miasto niezwykłe. Muszę jednak przyznać, że nie jest to miasto przyjazne turystom – mało kto zna angielski, bez mojej znikomej znajomości francuskiego byłabym w kiepskim położeniu. Nie jest też bezpiecznie, i to się czuje – szczególnie wieczorami, kiedy miasto staje się dosłownie puste. Jednego razu, kiedy spacerowałam wieczorem uliczkami przy prefekturze czyli praktycznie w centrum miasta, z aparatem, zaczepił mnie stary rybak z brzuchem wystającym spod pasiastej koszulki i zapytał skąd jestem, bo to, że nie z Marsylii to widać od razu 🙂 Nakazał schowanie aparatu, bo za chwilę mogę go stracić. Schowałam go więc, chociaż z żalem, bo iluminacja miasta nocą jest piękna (przeważnie zmienna, i w kolorach narodowych). W dzień Marsylia to zatłoczone, szybkie miasto. Dużo się dzieje, chociaż niekoniecznie kulturalnie. Przez tydzień mojego pobytu tam na miejscu odwiedziłam kino i koncert jednego z MC kultowego francuskiego zespolu hip-hopowego Manau. Poza tym działo się niewiele – albo ja nie wiedziałam gdzie tego szukać, poza oficjalnymi info w necie. Wieczorem polecam spędzać czas w Vieux Port – czyli w pobliżu mariny Marsylianskiej, gdzie życie nocne jest w miare bogate i urozmaicone (puby + restauracje).  Jednak jasnym blondynkom (takim jak ja) polecam spacerować raczej w czyimś towarzystwie – by nie narażać się na niewybredne propozycje. Ja miałam wrażenie, że jestem jedyną blondynką w mieście, bo ciągle mnie zaczepiano, coś mi proponowano, próbowano mi coś sprzedać, albo postawić obiad, w życiu tyle razy nie powiedziałam „non, merci” :)) Zabawne jest też kupowanie kawy we Francji – za espresso zapłacić należy 1euro, a za to samo espresso z dolanym mlekiem w ilości 50ml płacimy juz 4,5euro 🙂 Przekonałam się do picia espresso w 2 dni, chociaż w Cannes zaliczyłam pyszne Cafe au Lait w małej restauracyjce przy słynnym kasynie.

W takim razie czas na foty z Marsylii. Na samym początku widoki z Notre Dame de la Gard wznoszącego się ponad Marsylią sanktuarium maryjnego. Później rejs na wyspę księcia Monte Christo i Ile d’if w archipelagu Frioul (podróż katamaranem w obie strony to koszt 10 euro) – niestety w dzień kiedy zaplanowaliśmy wypłynięcie na les calanques (czyli rejs przy wybrzeżu skalistym, strasznie chciałam zobaczyć te białe skały w połączeniu z lazurowym morzem – info tu – http://www.calanques13.com/calanques.html) zerwał się Mistral i wszystkie rejsy – poza tym w który się udaliśmy – zostały odwołane. A na koniec kilka widoków Marsylii poza tymi wspomnianymi wyżej. Generalnie zdjęć zrobiłam mało. Po sezonie 2010 miałam lekki przesyt czasu z aparatem w ręku, zatem starałam się ograniczać fotografowanie, gdybym go nie ograniczała mogłoby to się skończyć przywiezieniem z Francji 40GB zdjęć.. 🙂


























I na koniec powód dla którego Sarkozy tak niepochlebnie wypowiada się o obywatelach Rumunii przebywających na terenie Francji i dlaczego rozpoczął akcję ich deportacji. To jedna z dzielnic przemysłowych Marsylii – wystarczy kawałek chodnika, kilka starych desek, znalezione gdzieś drzwi i jest powód do wystąpienia o zasiłek od Państwa 🙂 Eldorado :] BTW – kiedy w 2007 roku zwiedzałam północ tego pięknego kraju, w Lille trafiłam na manifestację emigrantów w której domagali się podniesienia zasiłków, które otrzymują (za sam fakt bycia na terenie Francji), bo nie są w stanie się utrzymać z tych marnych groszy (mimo, że mają pozwolenia na pracę, której oczywiście podjąć nie zamierzają). Ta buda poniżej to miejsce, gdzie mieszka kilka rodzin rumuńskich. Nie pracują, nie posyłają dzieci do szkoły – bo po co, szabrują, żebrają, ale zasiłki są. Zresztą mieszkańcy Trójmiasta – głównie latem – doskonale wiedzą o czym mówię, szczególnie Ci, korzystający z transportu miejskiego.