Nicea 2010 – w drodze do Monaco.

W końcu ruszyłam te zdjęcia. W końcu, bo na urlopie byłam w listopadzie, więc wypada pokazać chociaż kilka zdjęć z mojej podróży po Lazurowym Wybrzeżu. Mogłabym tam mieszkać, nie tylko dlatego, że to raj na ziemi, ale dlatego, że cała południowa Francja żyje powoli, bez zbędnego pośpiechu, spiny i przede wszystkim żyje z uśmiechem na twarzy. Zakochałam się w tym kawałku ziemi i na pewno nie raz tam powrócę… Szczególnie do St. Maxime (dokładnie na przeciwko St.Tropez – którego odwiedzenia nie polecam), pięknej, spokojnej miejscowości nad lazurowym morzem – chciałabym się tam teraz pogrzać w słońcu.

Na sam początek kilka zdjęć z samochodu (tak podróżowałam po wybrzeżu Francji). Niestety „przejazdowe” zdjęcia z Nicei to jedyne jakie mam, nie było już czasu, żeby tam jechać, a kiedy wracałam z Monaco do Marsylii była już późna noc, zatem minęliśmy miasto wybierając jednak autostradę (którymi raczej nie podróżowaliśmy, po pierwsze dlatego, że jeżdżąc nimi omijalibyśmy piękne miejsca położone na wybrzeżu, a po drugie dlatego, że autostrady są we Francji płatne – średnio ok 14 euro od bramki do bramki, a te kasę lepiej przeznaczyć na jakiś fajny plat du jour w małej, lokalnej restauracji).

No to go.















Reklamy