bardzo miły wtorek …

nadal jestem chora, mam już tego serdecznie dosyć, zatem wczoraj pojechałam sobie na zakupki… zakupiłam sweterek, skarpetki i sprytne urządzenie do ściągania z siebie kłaków kotów… bo wystarczy, że wezmę jakiegoś na ręce i już wyglądam jak cat 🙂

a dzisiaj… dzisiaj od rana (pobudka o 5.48… nie mogłam spać… 😦 ) kichałam, kaszlałam i generalnie kiła, mogiła… ale o 9 miałam szkolenie dot. glównie instytucji kulturalnych, i przygotowujące do pracy w tym sektorze państwowym… więc musiałam się wygrzebać i dotrzeć do centrum… o 8.16 ustawiłam się z Mimi na przystanku… pojechałyśmy…

nudyyyy… powieki mi spadały co chwilę… później się ożywiło, wpadłam w głupawkę i bylo zabawnie… szkolenie trwało do 16… i muszę powiedzieć, że ledwo wytrzymałam…

po szkoleniu poszłam na małe zakupki… kupiłam masę chusteczek w takich słodkich kolorowych opakowaniach, świeczkę kupiłam i koszyczek taki słodziusi wiklinowy – specjalnie do tzw "przechowywania" w nim staniczków… no i do kompletu kupiłam zaje, zaje, ZAJEBISTĄ spódnicę!! piękna jest…

going na szkolenie…

8.jpg

7.jpg

ukochana Mariacka rankiem…
tam jest taka magia, kiedy jest tak pusto…

6.jpg

5.jpg

3.jpg

Martucha, vel. Mimi

2.jpg

1.jpg

Reklamy