Marsylia = fin.
Marsylia – miasto niezwykłe. Muszę jednak przyznać, że nie jest to miasto przyjazne turystom – mało kto zna angielski, bez mojej znikomej znajomości francuskiego byłabym w kiepskim położeniu. Nie jest też bezpiecznie, i to się czuje – szczególnie wieczorami, kiedy miasto staje się dosłownie puste. Jednego razu, kiedy spacerowałam wieczorem uliczkami przy prefekturze czyli praktycznie w centrum miasta, z aparatem, zaczepił mnie stary rybak z brzuchem wystającym spod pasiastej koszulki i zapytał skąd jestem, bo to, że nie z Marsylii to widać od razu
Nakazał schowanie aparatu, bo za chwilę mogę go stracić. Schowałam go więc, chociaż z żalem, bo iluminacja miasta nocą jest piękna (przeważnie zmienna, i w kolorach narodowych). W dzień Marsylia to zatłoczone, szybkie miasto. Dużo się dzieje, chociaż niekoniecznie kulturalnie. Przez tydzień mojego pobytu tam na miejscu odwiedziłam kino i koncert jednego z MC kultowego francuskiego zespolu hip-hopowego Manau. Poza tym działo się niewiele – albo ja nie wiedziałam gdzie tego szukać, poza oficjalnymi info w necie. Wieczorem polecam spędzać czas w Vieux Port – czyli w pobliżu mariny Marsylianskiej, gdzie życie nocne jest w miare bogate i urozmaicone (puby + restauracje). Jednak jasnym blondynkom (takim jak ja) polecam spacerować raczej w czyimś towarzystwie – by nie narażać się na niewybredne propozycje. Ja miałam wrażenie, że jestem jedyną blondynką w mieście, bo ciągle mnie zaczepiano, coś mi proponowano, próbowano mi coś sprzedać, albo postawić obiad, w życiu tyle razy nie powiedziałam “non, merci”
) Zabawne jest też kupowanie kawy we Francji – za espresso zapłacić należy 1euro, a za to samo espresso z dolanym mlekiem w ilości 50ml płacimy juz 4,5euro
Przekonałam się do picia espresso w 2 dni, chociaż w Cannes zaliczyłam pyszne Cafe au Lait w małej restauracyjce przy słynnym kasynie.
W takim razie czas na foty z Marsylii. Na samym początku widoki z Notre Dame de la Gard wznoszącego się ponad Marsylią sanktuarium maryjnego. Później rejs na wyspę księcia Monte Christo i Ile d’if w archipelagu Frioul (podróż katamaranem w obie strony to koszt 10 euro) – niestety w dzień kiedy zaplanowaliśmy wypłynięcie na les calanques (czyli rejs przy wybrzeżu skalistym, strasznie chciałam zobaczyć te białe skały w połączeniu z lazurowym morzem – info tu – http://www.calanques13.com/calanques.html) zerwał się Mistral i wszystkie rejsy – poza tym w który się udaliśmy – zostały odwołane. A na koniec kilka widoków Marsylii poza tymi wspomnianymi wyżej. Generalnie zdjęć zrobiłam mało. Po sezonie 2010 miałam lekki przesyt czasu z aparatem w ręku, zatem starałam się ograniczać fotografowanie, gdybym go nie ograniczała mogłoby to się skończyć przywiezieniem z Francji 40GB zdjęć..
























I na koniec powód dla którego Sarkozy tak niepochlebnie wypowiada się o obywatelach Rumunii przebywających na terenie Francji i dlaczego rozpoczął akcję ich deportacji. To jedna z dzielnic przemysłowych Marsylii – wystarczy kawałek chodnika, kilka starych desek, znalezione gdzieś drzwi i jest powód do wystąpienia o zasiłek od Państwa
Eldorado :] BTW – kiedy w 2007 roku zwiedzałam północ tego pięknego kraju, w Lille trafiłam na manifestację emigrantów w której domagali się podniesienia zasiłków, które otrzymują (za sam fakt bycia na terenie Francji), bo nie są w stanie się utrzymać z tych marnych groszy (mimo, że mają pozwolenia na pracę, której oczywiście podjąć nie zamierzają). Ta buda poniżej to miejsce, gdzie mieszka kilka rodzin rumuńskich. Nie pracują, nie posyłają dzieci do szkoły – bo po co, szabrują, żebrają, ale zasiłki są. Zresztą mieszkańcy Trójmiasta – głównie latem – doskonale wiedzą o czym mówię, szczególnie Ci, korzystający z transportu miejskiego.
La Turbie
Jadąc z Nicei do Monaco – omijając oczywiście autostrady, (jadąc Grande Corniche, który ciągnie się na wysokości 487m - trasa ta po prostu zachwyca) trafiliśmy do miasteczka La Turbie, gdzie nad miastem króluje Trophee des Alpes – monument, który miał upamiętniać zwycięstwo Augusta w 13 r.p.n.e. na 44 liguryjskimi szczepami – wzniesiono go w 6-5 r.p.n.e. Muszę przyznać, że robi wrażenie.
Jeśli kiedyś traficie do tego miasteczka w porze obiadowej to polecam odwiedzić nagrodzona 3 gwiazdami Michelina malutką restauracje Cafe de La Fontaine, gdzie za plat du jour zapłacicie 11 euro, a na talerzu znajdziecie całe dobro francuskiej kuchni. Polecam.
Cannes
Cannes daje radę – tak skomentował wstawione na facebooku zdjęcie z Cannes mój kolega Jacek. I ja się z nim całkowicie zgadzam! Żywe, kolorowe i piękne miasto, a kiedy zapuścić się w nie głebiej zaskakuje różnorodnością kultury i tajemniczymi zakamarkami, których niekoniecznie spodziewać możnaby się po “tym” Cannes
Polecam wszystkim.
St. Tropez
St. Tropez – wielkie nic :] Oprócz ekskluzywnych yachtów – których nie brakuje na Lazurowym Wybrzeżu nie ma tam nic szczególnego. Owszem miasteczko ładnie położone, zadbane, ale bez rewelacji… W dodatku, żeby dostać się na plażę trzeba być tam w sezonie, w listopadzie, nawet ta najsłynniejsza Tahiti Plage – była zamknięta.
St. Maxime
Mam tylko jedno zdjęcie z tego miejsca (w doatku kiepskie, ale muszę je pokazać) - najpięknieszego (wg mnie) na całym Lazurowym Wybrzeżu. SAINT MAXIME – spokój, czysto, cudowna plaża i klimatyczne knajpki, bez zbędnego przepychu – raj na ziemi.
Listopad w Monaco.
Droga do Monaco okazała się tak piękna i jechaliśmy nią tak wolno, że na samo Monaco zostało nam niewiele czasu. Wstyd się przyznać, ale wybraliśmy opcje zwiedzania “by bus” – co w tym wypadku (zawitaliśmy na miejsce koło godziny 17stej) było jedynym sposobem, żeby zobaczyć wszystko… Muszę powiedzieć, że wspomniany autobus okazał się całkiem dobrym sposobem na zobaczenie wszystkiego, a dawał też dodatkowo możliwość wyjścia na poszczególnych przystankach i skorzystania z kolejnego autobusu, który w danym miejscu pojawiał się co 30 minut. Koszt (po ówczesnym targowaniu) 10 euro.
Teraz trochę o Monaco – miejsce godne odwiedzenia, to na pewno. Co prawda nie jest to miejsce, gdzie warto zostać na dłużej (bynajmniej w moim mniemaniu), jednak zachwyca przepychem, bogactwem, ukształtowaniem terenu i umiejętnością zagospodarowania tegoż. Definicja “zaglądania sobie w okna” nabiera zupełnie nowego znaczenia (patrz zdjęcia poniżej), a pomysłowość budowniczych i konstruktorów wzbudza podziw. Tu dla przykładu mogę podać ilość parkingów podziemnych wykutych w skale, w jednej nawet na 13 poziomach. W tej samej skale na poziomie -1 znajduje się stacja kolejowa i szereg pasaży handlowych oraz stacja kolejki podmiejskiej. Można? Można
Listopad = temperatura 20 stopni C !
I na koniec ciekawostka
Problem stacji benzynowych został rozwiązany w ten sposób:
Nicea 2010 – w drodze do Monaco.
W końcu ruszyłam te zdjęcia. W końcu, bo na urlopie byłam w listopadzie, więc wypada pokazać chociaż kilka zdjęć z mojej podróży po Lazurowym Wybrzeżu. Mogłabym tam mieszkać, nie tylko dlatego, że to raj na ziemi, ale dlatego, że cała południowa Francja żyje powoli, bez zbędnego pośpiechu, spiny i przede wszystkim żyje z uśmiechem na twarzy. Zakochałam się w tym kawałku ziemi i na pewno nie raz tam powrócę… Szczególnie do St. Maxime (dokładnie na przeciwko St.Tropez – którego odwiedzenia nie polecam), pięknej, spokojnej miejscowości nad lazurowym morzem – chciałabym się tam teraz pogrzać w słońcu.
Na sam początek kilka zdjęć z samochodu (tak podróżowałam po wybrzeżu Francji). Niestety “przejazdowe” zdjęcia z Nicei to jedyne jakie mam, nie było już czasu, żeby tam jechać, a kiedy wracałam z Monaco do Marsylii była już późna noc, zatem minęliśmy miasto wybierając jednak autostradę (którymi raczej nie podróżowaliśmy, po pierwsze dlatego, że jeżdżąc nimi omijalibyśmy piękne miejsca położone na wybrzeżu, a po drugie dlatego, że autostrady są we Francji płatne – średnio ok 14 euro od bramki do bramki, a te kasę lepiej przeznaczyć na jakiś fajny plat du jour w małej, lokalnej restauracji).
No to go.






































